Life Is Strange: True Colors sprawiło, że popłakałem się jak nigdy wcześniej, ale się tego nie wstydzę. Już nie

Szczerze, nie wiem o czym jest ten wpis. Chciałbym rozłożyć grę na czynniki pierwsze i wypunktować co jest okej a co nie (gra oczywiście ma pewne wady), ale jakoś nie potrafię. Przez pewien czas zastanawiałem się czy w ogóle udostępniać ten tekst, bo niespecjalnie pasuje do innych moich wpisów i „tematyki” tagu. Ostatecznie uznałem, że chyba jednak chcę się tym z wami podzielić. To nie jest recenzja, to chyba bardziej coś, co chciałbym z siebie wyrzucić.

Life Is Strange to seria, która od zawsze ma wyjątkowe miejsce w moim sercu. Jedynka jest grą, do której zawsze będę mieć ogromny sentyment, bo chyba nigdy wcześniej żaden tytuł nie zaserwował mi takiej palety uczuć.
Spin-off skupiający się na postaci Chloe – „Before The Storm”, wyszedł w dziwnym, mrocznym i trudnym dla mnie czasie, przez co sprawił, że historia niebieskowłosej dziewczyny była dla mnie zdecydowanie bardziej przyziemna i osobista niż ta z pierwszej części.


Choć te czasy mam już za sobą, po dziś dzień Before The Storm darzę większą sympatią niż część pierwszą.
No i punkrockowy, buntowniczy soundtrack trafiał do mnie wtedy zdecydowanie bardziej (muzyka z gry autorstwa zespołu Daughter do dziś powoduje u mnie ciarki) niż Indie klimaty jedynki. W sumie, soundtrack z tej gry a zwłaszcza utwór „Are You Ready For Me” uwielbieniem darzę do dziś. Ale chyba w trochę inny sposób niż wtedy.

Mocno wyczekiwana przeze mnie dwójka przyniosła mi rozczarowanie. Fabuła z politycznym tłem miała naprawdę niezły potencjał, ale… Nie wiem, czegoś bardzo brakowało. Może właśnie tej osobistości poprzednich odsłon, może gra była „zbyt duża”. Po prostu LiS 2 mnie zawiodło. W gry Dotnod spoza uniwersum, czyli Tell Me Why i Twin Mirror nie zagrałem do dziś (jakoś nie mogę się do nich przekonać, ale patrząc na oceny, chyba zbyt wiele nie tracę). I gdy moja nadzieja w markę trochę już podupadła, cali na biało wchodzą twórcy Before The Storm, czyli Deck Nine Studio.
I wiecie co? Life Is Strange: True Colors jest dla mnie najlepszą grą serii. A już na pewno najważniejszą.

View post on imgur.com

Najbardziej dziwi mnie fakt, że po raz kolejny, kilka lat później, Life Is Strange trafia w moje czułe punkty i serwuje mi dosyć osobistą (zarówno dla mnie jak i w kontekście opowieści i miejsca rozgrywki) historię i bohaterkę, z którą pod pewnymi względami się utożsamiam. Ostatni, piąty epizod gry wypalił we mnie dziurę, bo pewne wydarzenia, które dotknęły Alex, częściowo dotknęły też mnie. I może wydawać się naprawdę zabawnym, że pozornie tak błacha rzecz jak gra komputerowa uświadomiła mi co tak naprawdę czuję. Wściekły gniew i żal, który tak wyczuwalny był w Before The Storm i który wtedy sam odczuwałem, gdzieś przez te cztery lata uleciał i zastąpił go smutek oraz tęsknota ale i pewien spokój, które czuć w True Colors. Ta cała sielskość, nieśpieszność, piękno i spokojność gry (pomimo „dużych” wydarzeń rozgrywających się w tle) przemawia teraz do mnie zdecydowanie bardziej.

View post on imgur.com


Nawet soundtrack, będący pewnego rodzaju miksem indie rockowych utworów pierwszego Life Is Strange z nieco bardziej punkowymi klimatami Before The Storm jest mi bliższy.

Naprawdę zrozumiem, jeżeli w komentarzach ktoś postanowi nazwać mnie płaczliwą pizdą albo będzie się z tego wpisu serdecznie śmiał, bo to może wydawać się śmieszne, ale True Colors sprawiło, że popłakałem się przed konsolą, nie tylko ze wzruszenia, nie tylko z radości (bo gra mimo tragizmu ma w sobie sporo bardzo przyjemnych i radosnych momentów), ale także dlatego, że pomogło mi uświadomić sobie pewne rzeczy, których chyba wcześniej się wypierałem i których przed sobą się wstydziłem. Po prostu dzięki tej grze coś we mnie pękło i chyba wreszcie mogłem wyrzucić z siebie to, co tak długo w sobie trzymałem. Bardzo mi to pomogło, w pewnym sensie przyniosło mi to ukojenie i cholernie tego potrzebowałem, chociaż kompletnie nie miałem o tym pojęcia. To pewnie zabrzmi strasznie głupio, ale jestem True Colors ogromnie wdzięczny. Właśnie za to, ta gra na zawsze będzie miała wyjątkowo specjalne miejsce w moim sercu. Jeszcze bardziej specjalne niż poprzednie części. Jeżeli was to nie przekonuje, True Colors jest po prostu świetną grą, klimatem zdecydowanie najbliższą temu, co 6 lat temu serwowała część pierwsza.

Trzymajcie się wszyscy, cześć.

Jeżeli chcesz być wołany do przyszłych wpisów daj znać w komentarzu.
Możesz też zaobserwować ten tag: #20gierwykopka
Lub zaobserwować mój profil.

Poprzednie wpisy których nie ma na tagu #bledywgrach:
– część 1: https://www.wykop.pl/wpis/49741999
– część 2: https://www.wykop.pl/wpis/49786271
– część 3 :https://www.wykop.pl/wpis/49883897
– część 4: https://www.wykop.pl/wpis/50027017

#gry #xboxone #ps4 #ps5 #xboxseriesx #konsole #technologia #gruparatowaniapoziomu #komputery #lifeisstrange