Ogółem wczoraj pierwszy raz…

Ogółem wczoraj pierwszy raz miałem okazję pograć w #cyberpunk2077 – wpis będzie nieco długi, ale tl;dr to po prostu posiedziałem niewiele ponad dwie godziny i jak na razie jestem zwyczajnie zachwycony. Ogrywane na XOX.

Cyberpunkowa przyszłość to w ogóle klimat, ale od pierwszej minuty dałem się wciągnąć. Wybrałem ścieżkę korpo, więc najpierw zetknąłem się z wypasionym biurowcem Arasaki i ładnymi ludźmi z głowami uniesionymi wysoko, a dopiero później zszedłem na ulicę, gdzie jest bieda, syf i nędzni ludzie ze wzrokiem wbity w ziemię. Owszem, czasem obiekty doczytywały się, albo nabierały kształtów na moich oczach, czasem pod jakimiś obiektami nie wyświetlały się cienie, czasem na moment fpsy dropnęły. Więcej bugów jak na razie nie zauważyłem. To nie są rzeczy, które bardzo utrudniają rozgrywkę. Bugi są, na razie lekkie – czy będą większe? Czas pokaże. W każdym razie, do czego zmierzam – żeby te bugi irytowały i przeszkadzały, trzeba ich dosłownie „szukać”, bo samo NC jest tak intensywne i przeładowane bodźcami, że trudno ogarnąć choćby połowę rzeczy, które dzieją się dookoła.
Misja na melinie w poszukiwaniu Sandry Dorsett – ten bit strasznie wkręcał się w głowę, tym bardziej, że skradałem się po cichu i całą melinę ogarnąłem bez jednego wystrzału. Więc czaję się gdzieś w kącie, czekam na okazję, i jedyne co słychać, to ta muzyka. Klimat jest kapitalny bez dwóch zdań.
Na ulicy podobnie, niesamowity klimat i mnóstwo bodźców dookoła. Ludzie, billboardy, zgiełk, mnóstwo świateł, refleksów, kolorów. Wszechobecne reklamy, śmieci walające się po ulicach, bezdomni, silna seksualizacja, ciasnota. Jeśli tak ma wyglądać przyszłość w wielkim mieście, to ja wolę domek na wsi ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Jak na razie próby zagadywania do przypadkowych ludzi na ulicy, czy w bloku wyglądają słabo – jakieś zdawkowe, puste odpowiedzi bez żadnego dialogu. Znacznie ciekawiej wypada przysłuchiwanie się rozmowom między innymi postaciami, czy to w biurze, czy na ulicy.

Jeśli bugi na premierze były tak ciężkie, że nie dało się grać, to mogę jedynie cieszyć się, że poczekałem, bo tragedii nie ma, za to klimat jest naprawdę świetny i łatwo zagłębić się w rozgrywce. Grając w RDR2 to był zupełny chillout, wolna rozgrywka, cisza, z głośników tylko odgłosy przyrody i rżenie konia. Można było sobie wieczorkiem grać i rozmyślać nad minionym dniem, podobnie jak Artur rozmyślał nad swoim życiem. Cyberpunk to zupełnie inny rodzaj rozgrywki, bardzo intensywny, przytłaczający, wręcz duszny, ale jak na razie z mojego puntu widzenia niesamowicie wciągający.

#xboxone